Gdzie moja kawa?!

Marta Bartnicka

Ekspresy do kawy, a konkretnie ich wyświetlacze, fotografuję od lat: w hotelach, na konferencjach, w podróży, na weselach. Od pewnego czasu niektórzy znajomi idą mi z pomocą i przysyłają kolejne egzemplarze zdjęć do kolekcji. Co ma wspólnego kawa z lokalizacją? Otóż wyświetlacz w ekspresie to modelowy przykład zagadnienia lokalizacyjnego:

  1. Informacje muszą być zrozumiałe w każdym kraju, w jakim ekspres będzie używany.
  2. Przeciętny użytkownik nie jest profesjonalistą – przekaz musi być jasny i czytelny.
  3. Ekspres do kawy to prąd i wrzątek – oprócz kawy liczy się bezpieczeństwo.
  4. Wyświetlacz jest mały i prosty – trzeba zmieścić tekst lub nieskomplikowaną grafikę.

Kawa a lokalizacja

Samo zaistnienie lokalizacji w tym urządzeniu wyjaśnić nietrudno: wyobraźmy sobie ekspres czy automat do kawy wyprodukowany w kraju, którego językiem nie władamy – a chcielibyśmy wypić… no właśnie:

Nieco zbliżona jest sytuacja, w której co prawda ekspres opisany jest już w lingua franca, czyli – jak nazwa wskazuje – po angielsku), ale już przełożenie rodzajów kawy nie w pełni się powiodło:

Sprzedając ekspresy na rynku polskim, producenci starają się oczywiście zapewnić ich polonizację. Co może pójść nie tak? Okazuje się, że niejedno.

Kawa a jakość tłumaczenia

Tłumaczenie może na przykład być niekompletne – albo dlatego, że część tekstów nie zdążyła przejść lokalizacji, albo też przez to, że zostały zaszyte w kodzie i wydobycie ich do tłumaczenia nie jest banalne. Trudno na oko odróżnić, z którym przypadkiem mamy tu do czynienia:

Może też zdarzyć się tłumaczenie tak złe, że niemal niezrozumiałe. Przedstawiony przykład zaliczamy na pierwszy rzut oka do komicznych (wystarczy chwilę poczekać i albo kawa będzie, albo nie) – warto jednak pamiętać, że robienie cappuccino polega m.in. na wypuszczaniu przez dyszę (o której za moment) gorącej pary pod ciśnieniem, czyli czegoś, co może nas oparzyć, jeśli za wcześnie wsadzimy pod tę dyszę palce.

Następny przykład co prawda też dotyczy gorącej wody, ale ilustruje problem znacznie mniejszego kalibru – w zasadzie kosmetyczny i niewykrywalny dla normalnych użytkowników ekspresu. Prawdopodobnie tylko osoby zajmujące się na co dzień lokalizacją są w stanie zauważyć coś takiego i zgadnąć, jak tłumacz mógł popełnić tak dziwne literówki?

Prawdopodobnie nie ma tu literówki. Fraza „Gorącej wody” została przypuszczalnie odmieniona dlatego, że taka forma pasowała w innym miejscu, a ten sam tekst został ponownie użyty na załączonym ekranie.

Ciekawym rozwiązaniem jest umożliwienie wpisywania własnych treści w konfigurację ekspresu. W takich przypadkach lokalizacja informacji o kawie może się jednak odbyć po amatorsku (a tu prawdopodobnie też w pośpiechu):

Kawa a globalizacja

Może więc lepiej globalizować ekspres, nie lokalizując? Innymi słowy, zaprojektować go tak, żeby informacje przekazywane były w formie graficznej, zrozumiałej na całym świecie i niewymagającej tłumaczenia? Na pierwszy rzut oka – wariant kuszący. Okazuje się jednak, że tak uniwersalne interfejsy doczekały się lokalizacji ad hoc, przy czym dla użytkownika polskiego nieoczywiste były informacje o mleku:

Dla odmiany, użytkownikom czeskim najbardziej brakowało precyzyjnej wiedzy o wielkości napoju:

Kawa a specyfika tłumaczenia interfejsu

Wnikliwy obserwator zauważył na pewno, że ekspres przedstawiony na dwóch ostatnich zdjęciach ma tak naprawdę i ikony, i wyświetlacz tekstowy. Ten drugi – przynajmniej w wersji polskiej – jest niemal modelowym przykładem, jak powinno się  dobrze tłumaczyć, kiedy mamy niewiele miejsca. Najważniejsze to przekazać informacje w sposób zrozumiały, poprawny, choć niekoniecznie literacki:

Forma „zatrzymaj mleko” nie jest może superelegancka, ale znacznie bardziej czytelna niż „zatrz. wypł. ml.”, „zatrzym. nal. mleka” czy inne kombinacje w kierunku wtłoczenia wszystkich słów z formy językowo doskonałej.

Wynikają z tego drobne śmieszności, kiedy tłumacz natknie się na pojęcie, które nie ma w języku polskim dobrze ugruntowanego krótkiego odpowiednika, a tłumaczenie opisowe okazuje się za długie:

„Cappuccinatore” po polsku to „spieniacz mleka do cappuccino”, co na tym ekraniku w żaden zrozumiały sposób zmieścić się nie może. Zastąpienie „cappuccinatore” np. słowem „dysza” nie byłoby z kolei dopuszczalne, bo dysz w ekspresie jest więcej i nie byłoby jasne, o którą tu chodzi – a sprawdzenie metodą prób i błędów, z której w trakcie czyszczenia poleci wrzątek, nie jest rozsądne z punktu widzenia BHP. Zmieściłoby się może tłumaczenie „UMYĆ SPIENIACZ MLEKA”, ale prawdopodobnie ktoś uznał, że nie jest wystarczająco jednoznaczne (niektóre ekspresy mają też funkcję spieniania mleka w zewnętrznym pojemniku).

Kawa na bogato

Inne podejście do kwestii przekazywania informacji (i ich lokalizowania) prezentują producenci, którzy wyposażają ekspresy w duże wyświetlacze i zarazem ekrany dotykowe. Wydawać się może, że przy tak precyzyjnym opisie i zarazem wizualizacji proces wyboru i zakupu kawy musi pójść bezszmerowo:

W tym przypadku lokalizacja okazała się niekompletna i część tekstów pozostała po niemiecku, co widać na dole przedstawionego ekranu.

Kawa a czynnik ludzki

Czasem jest naprawdę idealnie i nawet najbardziej roztargniony użytkownik (ani dociekliwa inżynier lokalizacji) nie mają się do czego przyczepić:

Może się jednak okazać, że tzw. czynnik ludzki i tak nie zadziała zgodnie z oczekiwaniami. Pamiętajmy, że nawet niewielkie nieścisłości w interfejsie ekspresu (lub jego lokalizacji) mają naprawdę duże znaczenie, zwłaszcza gdy korzysta z niego dużo osób. Dowodzą tego dodatkowe instrukcje zlokalizowane (!) przy kasie w pewnej kantynie:

…Dlatego trudno czasem nie zatęsknić za szlachetną internacjonalną prostotą w wersji unplugged:

English is our lingua franca, which was Latin to Greek